Narty do skoków narciarskich Żródło: Wokandapix/pixabay.com

FIS nie zachował się fair wobec reprezentacji Polski? Na jaw wyszły niewygodne fakty

28 Luty 2021 Aleksy KiełbasaAleksy Kiełbasa

Skoki narciarskie są dyscypliną, gdzie sprzęt ma ogromne znaczenie. Dlatego niewytłumaczalny jest fakt, że niektóre reprezentacje miały okazję przetestować nowinkę techniczną obowiązującą na Mistrzostwach Świata. Mowa o czujnikach, które zawodnicy mają zamontowane na nartach. Niestety skakać z nimi przed MŚ mieli tylko szansę Niemcy i Norwegowie, a reszta stawki, w tym Polacy już nie. To mogło mieć poważny wpływ na aerodynamikę i zachowanie nart w powietrzu.

  • Skoczkowie na Mistrzostwach Świata startują z czujnikami zamontowanymi na tyłach nart
  • Szansę sprawdzenia tego rozwiązania przed imprezą mieli tylko Niemcy i Norwegowie
  • Tak skandaliczny precedens unaocznia nierówne traktowanie niektórych reprezentacji
  • „Byliśmy postawieni jakby pod ścianą” – mówi na łamach sport.pl trener Maciej Maciusiak

W trakcie trwających Mistrzostw Świata w Narciarstwie Klasycznym, rozgrywanych w niemieckim Oberstdorfie, skoczkowie startują z czujnikami zamontowanymi na tyłach nart. Dzięki nim możemy na ekranach swoich telewizorów zobaczyć, na jakiej wysokości zawodnik leciał w powietrzu, z jakiej podchodził do lądowania oraz jaką prędkość uzyskiwał w kolejnych fazach skoku.

To rozwiązanie było już testowane w przeszłości, jednak po pewnym czasie porzucono używanie czujników. Przed MŚ w Oberstdorfie postanowiono do nich powrócić, ale szansę testowania sprzętu mieli tylko Niemcy i Norwegowie. Decyzję podjęto w Zakopanem, ale wówczas żadna inna reprezentacja nie otrzymała szansy oddania kilku skoków z nowymi czipami. Mało tego, kadry zostały postawione przed faktem dokonanym, co jest bez wątpienia skandalicznym zachowaniem ze strony FIS-u.

Nikt Polaków o nic nie pytał. Postawiono nas przed faktem dokonanym

Widzowie skoków narciarskich w trakcie Mistrzostw Świata są wprost zalewani danymi. Poza podstawowymi liczbami przedstawiającymi odległość, noty za styl, notę ogólną, prędkość na progu i rekompensatę za belkę oraz przeliczniki wiatru, widzowie dodatkowo otrzymuję informację o wysokości lotu skoczka i prędkościach w kolejnych fazach skoku. Jest to możliwe dzięki czujnikom zamontowanym na tyłach nart skoczków.

Piotr Żyła rozbraja szczerością. Twierdzi, że wygrał przez... swoją gitaręPiotr Żyła rozbraja szczerością. Twierdzi, że wygrał przez... swoją gitaręCzytaj dalej

Niestety, jak się okazuje, tego rozwiązania z nikim nie konsultowano, no prawdopodobnie poza Niemcami i Norwegami, którzy mieli okazję testować wspominany sprzęt.

- Trochę byliśmy przeciwni, gdy dowiedzieliśmy się, że te pomiary będą na mistrzostwach świata. To zostało nam narzucone z góry. Z tego co się dowiedzieliśmy, to wcześniej były już próby i wiem, że np. Niemcy skakali z tym czujnikiem. Norwegowie też to testowali. A my nic nie wiedzieliśmy aż do Pucharu Świata w Zakopanem. Wiadomo, że byłoby inaczej, gdyby nam wcześniej dali nam te czipy, a nie od razu na głównej imprezie - powiedział Maciej Maciusiak w programie "W Punkt K" serwisu sport.pl.

Zmiana mogła odbić się na zawodnikach

Jako że skoki narciarskie są sportem, w którym sprzęt odgrywa pierwszorzędną rolę, rozwiązanie tej sprawy we wspomniany sposób, było jawną dyskryminację większości reprezentacji. Każda zmiana tego typ wpływa na aerodynamikę i zachowanie nart w powietrzu, co podkreślał Maciej Maciusiak.

- Chodzi o to, że to ma jakiś wpływ. Jesteśmy ważną drużyną i każdą zmianę w sprzęcie staramy się przedyskutować czy ją wprowadzać. Niemniej jednak tutaj trochę byliśmy postawieni jakby pod ścianą i trzeba było to zrobić - dodał trener w programie "W Punkt K".

Ku uciesze polskich kibiców, nie odbiło się to jednak na postawie naszych zawodników. Wszak Piotr Żyła został mistrzem świata, a Dawid Kubacki zajął bardzo wysoką 5. pozycję. Niemniej takie faworyzowanie niektórych reprezentacji absolutnie nie powinno mieć miejsca, ale niestety w narciarstwie klasycznym cały czas się zdarza. Nie tylko skoczkowie narciarscy mają ten problem, ale również i biegacze.

Źródło: „W Punkt K”/sport.pl

Artykuły polecane przez redakcję Świat Sportu:

Następny artykuł